Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Kinga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą św. Kinga. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 lutego 2022

21. Tajemnicza góra Łyżka


Po długim i płaskim odcinku szlaku, Beskidzka Droga Świętego Jakuba z Łukowicy, najbardziej na zachód wysuniętej miejscowości Kotliny Sądeckiej, wchodzi w góry Beskidu Wyspowego. Pierwszym szczytem, na który prowadzi szlak oznakowany białą muszlą na niebieskim tle, jest zalesiona góra o nazwie Łyżka, upamiętniona w wielu legendach i podaniach ludowych, opowiadanych w okolicznych wsiach od wielu pokoleń, o znajdującym się tam zamku i podziemnych tajemniczych tunelach z ukrytymi skarbami.

Beskid Wyspowy. Góry Pępówka i Łyżka. Widok z Przyszowej.

Wychodząc z Łukowicy pielgrzymia droga omija położony tuż nad wioską szczyt Pępówki, a podejście na górę Łyżkę, mającą wysokość 807 metrów n.p.m., rozpoczyna się z przełęczy (ok. 650 m n.p.m.), między tymi dwoma górami, gdzie tradycyjnie rozstaje lokalnych dróg oznacza stająca tam, w otoczeniu dwóch drzew, skrzynkowa kapliczka z figurą Matki Bożej umieszczona na drewnianym słupie. 

Przełęcz ok. 650 m n.p.m. miedzy Pępówką a Łyżką. W głębi Modyń (1029), Jeżowa Woda (896) i Ostra (925)

Kapliczka, jakich wiele można spotkać na drogach i ścieżkach w Beskidach, ma jeden szczególny element który wyróżnia ją z pośród innych. Jest to umieszczona na słupie kapliczki wierszowana opowieść, napisana przez jednego z tutejszych mieszkańców, o najbardziej popularnej legendzie, która opowiada o górze Łyżka.

Strzeżone skarby Łyżki

W trzynastym wieku żyła sobie w Starym Sączu,
Księżna Krakowsko-Sandomierska, tak prawie na złączu,
Węgier i Polski, Bolesławowi Wstydliwemu poślubiona,
Ziemię sądecką dostała, choć konsumpcja małżeństwa nie została dopełniona.

Po owdowieniu do zakonu Klarysek wstąpiła,
Który przecież sama dla innych dziewic założyła,
Będąc na Węgrzech, pierścień do studni wrzuciła,
A po przybyciu do Polski, w wielickiej bryle soli go odkryła.

W czasie swojego panowania, przed Tatarami przyszło jej uciekać,
Wiozła na sześciu wozach skarby i nie mogła zwlekać.
Po cztery konie każdy pojazd z mozołem ciągnęły,
A pod ciężarem złota i srebra, aż wozy się gięły.

Tu w Łyżce te drogocenności do piwnic złożono,
Zamku i skarbów, setki lat strzeżono.
Nigdy one do Starego Sącza nie wróciły,
Gdyż najazdy Tatarów kilka razy się powtórzyły.

Zostały w zamczysku Łyżki, strzeżone przez duchy wojów.
Nie dotarły do nich obce armie, w czasie Polski podbojów.
Wiele procesji z obrazami świętymi tu w przeszłości było,
Z Sącza, Przyszowej, Łukowicy, Limanowej. Niczego to nie zmieniło.

Zamek zburzono, a w podziemiach pod nim zostały,
Skarby starosądeckie, które cudem ocalały.
Miejsce owo porosło lasem, trudno go odnaleźć,
Wszystkich jednak przyciąga i frapuje, ludowa o tym wieść.

Gdy z Szymkiem i Władziem paśliśmy kózki i barany,
Postanowiliśmy wejść do piwnic zamczyska. O rany!
Najpierw rzucaliśmy kamienie, które długo po schodach stukały,
W tym właśnie miejscu, łopaty i kilofy, otwór kopały.

Po schodach weszliśmy na głębokość dwudziestu metrów,
Znaleźliśmy się w dwóch korytarzach, zmarznięci – bez swetrów.
Pochodnie z łuczywa zaczęły szybko przygasać,
A nam ogromne węże i żmije po plecach zaczęły hasać.

Włosy nam stawały na głowach z przerażenia,
Mnie, Władziowi i Szymkowi, zamarły sumienia,
Gdy śliskie jaszczury po gołych stopach nam łaziły,
A ze szczelin kamiennych, szare ropuchy wyłaziły.

Wtem małe światełko w oddali zamigotało,
To nam wielką nadzieję i radość dawało.
Poszliśmy do niego, błyskawicznie prawie.
Patrzymy! Są drzwi. Wszystko jak na jawie.

Nacisnęliśmy klamkę i drzwi otwarły się na całą szerokość,
Oto sztaby złota, wyroby ze srebra, aż budzi się zazdrość.
Wtem podchodzi do nas pani na biało ubrana
I rzecze, że była w jednym z wojów zakochana.

Razem zgrzeszyli, on jest jaszczurem i wspólnie pokutują,
Tak długo, aż ich jacyś bardzo zakochani odczarują.
Muszą jednak w czasie pocałunku o nich wspomnieć.
Pomodlić się za ich dusze i gromnicy nie zapomnieć.

Weszliśmy do środka, a tam Kinga z całą świtą urzęduje.
Powiedziała, iż bardzo się naszą wizytą raduje,
Gdyż blisko siedemset lat, tak dzielnych chłopców nie widziała,
No i wszystkie skarby strzeżone w Łyżce nam pokazała.

Oczy wychodziły nam z orbit, bo było tego tak wiele,
Wszystko ułożone, zabezpieczone, jak dusza w ludzkim ciele,
Później Bolesław Wstydliwy się ukazał, co pół wieku rządził,
Miał wiele kłopotów, kilka razy zbłądził.

W dwudziestej komnacie ustawione były stoły,
Byli ówcześni władcy i służby ludek wesoły.
Jedzenie nam smakowało, gdyż było południe,
Melodie z owego okresu nastrajały cudnie.

Wyjaśniono nam, że żmije, węże i jaszczury,
To duchy wojów czekające, aż przyjdzie wojna w góry.
Wówczas wraz ze śpiącymi rycerzami, zjawią się na walkę sprawiedliwą,
Bogactwa rozda się biednym. Polska będzie szczęśliwą.

Jaszczury, węże i żmije, które nas tak przestraszyły,
Teraz do innych wyjść nas podprowadziły.
Kinga dała nam pełno złota do kieszeni,
Jeszcze dziś od jego blasku w oczach mi się mieni.

Wyszliśmy z lochów w gąszczu jodeł i modrzewi,
Nie mogliśmy się widzianym bogactwom nadziwić.
Zaczęliśmy szukać naszego dobytku, w lesie pasionego,
A z powodu zwiedzania piwnic zamczyska – zagubionego.

W czasie szukania zaginionego stada,
Wypadło nam złoto z kieszeni, mówić nie wypada.
Lecz odnaleźliśmy owieczki, kózki, no i słońce jasne,
Choć nadal nas frapowały komnaty piwniczne, korytarze ciasne.

Nie chcemy wojny sprawiedliwej, niech wszyscy długo żyją,
Skarby Łyżki niech nadal piwnice zamczyska kryją.
Niech tacy śmiałkowie jak my, czasem do nich zaglądają,
Bogactwa błogosławionej Kingi i Bolesława Wstydliwego ogadają.
(Józef Iwan, 1995)

Góra Łyżka

Od kapliczki na przełęczy Beskidzka Droga Świętego Jakuba razem z zielonym szlakiem turystycznym prowadzi grzbietem na szczyt Łyżki przez duże wypłaszczenie, stanowiące wschodni niższy wierzchołek góry. W tym miejscu przy szlaku pojawia się tabliczka z napisem: Grodzisko 5 min, kierująca na nieoznakowaną ścieżką prowadzącą do miejsca nazywanego przez mieszkańców okolicznych wiosek Stare Zamczysko.

Łyżka, nazywana też przez miejscową ludność Wyżką, to położona między wsiami Przyszowa i Roztoka jedna z najbardziej tajemniczych gór Beskidu Wyspowego. Jest cała zalesiona, ze specyficznym ukształtowaniem terenu: ziemnymi wałami i stożkami, rowami, rumowiskami skalnymi i wypłaszczeniami. 

Tajemniczość jej ubarwiają liczne legendy i podania ludowe o zamkach, tunelach podziemnych, opowiadane w okolicznych wioskach od pokoleń. Głoszą one, że w grodzie, który był na tym wzniesieniu, schroniła się wraz ze skarbcem klasztornym święta Kinga, żona Bolesława Wstydliwego, założycielka zakonu klarysek w Starym Sączu, podczas drugiego najazdu mongolskiego w XIII wieku. Nazwę góry nadano po tym, jak znaleziono srebrną łyżkę zgubioną przez świętą Kingę w chwili odejścia z tego miejsca.

Informacja o legendzie ludowej opowiadającej o skarbach klasztornych ukrytych na górze Łyżka powtarza się kilkakrotnie w różnych oficjalnych publikacjach. Przytacza ją historyk i archeolog Żegota Pauli w napisanej w połowie XIX wieku pracy „Podróże naukowe po Sądecczyznie”. „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich” dodaje też informację:
„Na wyniosłej górze Łyżce jest śród lasu miejsce zwane Stare Zamczysko, gdzie według podania ludu miał ongi stać potężny gród, którego pozostałością są gruzy kamieni, pokrywające obszerne podziemia, dla bardzo ciasnych przejść i zepsutego powietrza niedostatecznie zbadane”.




Właściciel Przyszowej Faustyn Żuk-Skarszewski herbu Nałęcz w rękopisie, powstałym w drugiej połowie XIX wieku, dotyczącym  rodu Żuk-Skarszewskich, także wspomina o lochach nazywając je pieczarami:
„Pieczary, bo przesławne kryje Łyżki łono
co skarby świętej Kingi przechowuje pono
– bo tu je uciekając skryła przed Tatary
o tem nikt tu nie wątpi – to artykuł wiary.
Lecz skarby te zostaną rzeczą niewiadomą
póki się klasztor w Sączu nie pokryje słomą.
O tym, że tych skarbów ma być aż na korce
w śnie Kinga objawiła którejś kolatorce.
Wstęp do skarbu wskazują raz jawory cztery
– a prócz tych kamień duży z stopą i litery.
Miejsce, gdzie są pieczary wśród gruzów kamieni
zamkiem czyli zamczyskiem zowie ludu mowa.
Lecz kto zdoła odgadnąć spośród wieków cieni
jakie tu tajemnice dawna przeszłość chowa.”

Te wszystkie opowieści traktowano jak miłe do słuchania legendy, którym jednak nie do końca dawano wiarę, aż do czasu, gdy informacja o dawnym średniowiecznym obiekcie obronnym na górze Łyżka koło wsi Przyszowa w powiecie limanowskim w województwie małopolskim, zaklasyfikowanym jako zamek, ukazała się w wydanym w 1993 roku  „Katalogu grodzisk i zamczysk w Karpatach”, autorstwa J. Marszałka. Na mapie Beskidu Wyspowego wydawnictwa Compass pokazane zostały lokalizacje grodziska na wschodnim stoku góry, w miejscu bez opisu na mapie, a o lokalnej nazwie Stare Zamczysko i dawnego grodu z X-XI wieku na szczycie Łyżki, po którym pozostały ślady ziemnych wałów i fos. 



Te informacje pobudziły wyobraźnię badaczy tajemnic, oraz amatorów archeologów i rozpoczęła się spontaniczna penetracja zalesionych stoków tej góry. Dodatkowego bodźca do poszukiwań śladów starego zamczyska dawała też historia wsi Przyszowa, założonej przez średniowieczny ród rycerski Wierzbiętów pieczętujący się herbem Jonina (lub Janina), na terenie której znajduje się najbardziej tajemnicza wschodnia część góry Łyżki,

Przyszowa jest jedną z najstarszych wsi, na terenie określanym obecnie jako Ziemia Limanowska, założoną prawdopodobnie w XIII wieku przez ród Wierzbiętów, którzy znacznie wcześniej mieli swój zameczek obronny na górującej nad wsią Łyżce. Wierzbiętowie rezydowali na Łyżce do końca XIII w. Potem przenieśli swą siedzibę z wysokiej góry bliżej centrum wsi, lokując tam kolejne założenie obronne. Być może powodem tego było zniszczenie górnego zamczyska podczas ostatniego najazdu mongolskiego w 1281 roku. Rozwój gospodarczy i spokojniejsze czasy, jakie nastały w XV i XVI w., pozwoliły na budowę kolejnej, posadowionej już we wsi rezydencji, mającej już charakter szlacheckiego dworu, a dawne obronne budowle zostały opuszczone. Podobno z pozostałych po nich kamieniach i cegłach wybudowano kościół w Przyszowej.

Dlaczego tą górę uważa się za tajemniczą, skoro jest o niej tyle wiadomości? Bo do tej pory nie wiadomo, w którym miejscu na tej górze znajdował się, wymieniany w literaturze i w legendach, zamek czy też gród. Wskazuje się, jako prawdopodobne, miejsce na wschód od grzbietowego wypłaszczenia, gdzie widocznych jest wiele bezwodnych rowów, wałów ziemnych o dość regularnych kształtach, rumowisk skalnych o liniowym przebiegu sugerujących resztki dawnego muru. Również wokół samego płaskiego szczytu Łyżki widoczne są otaczające go ślady rowów i wałów. Podobne ślady można odszukać także na wzniesieniu „Na Wałach” znajdującym się na pograniczu Siekierczyny z Przyszową. Niektórzy z badaczy tajemnic, jakie kryje góra twierdzą, że mogła być na niej tylko niewielka drewniano-ziemna strażnica. Inni opowiadają o potężnej kamiennej warowni, która miała stać na miejscu zwanym dziś Stare Zamczysko, a Na Wałach średniowieczny zamek rycerski rodu Wierzbiętów.

Miejscowy pasjonat i badacz historii Jarosław Czaja, który natknął się na tajemnicze kamienne bloki skalne na wschodnim stoku Łyżki, jest przekonany, że było to miejsce pradawnego kultu słowiańskiego boga Wielesza. Według niego jest to jedyna góra na południe od Krakowa, która ma kamienne wały ciągnące się na długości 100 metrów, podobne do znajdujących się na szczycie Łysej Góry w Górach Świętokrzyskich i na wierzchołku Ślęży. Sugestią do takiego stwierdzenia mogło być położenie Łyżki w odległości kilkunastu kilometrów na północny zachód od wielkich grodzisk w Maszkowicach (2) i Naszacowicach (3) znajdujących się na lewym (zachodnim) brzegu Dunajca przy starożytnym trakcie handlowym, oraz mniejszych, w Gródku nad Jastrzębiem (4) i na wzgórzu Jonina w Kaninie (5), gdzie prowadzone dotychczasowe badania archeologiczne nie natrafiły na żadne materialne ślady kultu religijnego.

Grodziska z okresu wczesnego średniowiecza (do końca X wieku) w Beskidzie Wyspowym i Kotlinie Sądeckiej. 1 - góra Łyżka, 2 - góra Zyndrama w Maszkowicach, 3 - grodzisko w Naszacowicach, 4 - Gródek w Jastrzębiu, 5 - góra Jonina w Kaninie

Geolodzy odnoszą się do tych interpretacji ukształtowania terenu bardzo sceptycznie, stwierdzając, że teren jest ukształtowany przez rozległe osuwisko z typowymi formami osuwiskowymi, które brane są za rzekome pozostałości fos i innych wytworów niewiadomego przeznaczenia. Luźny skalny rumosz osuwiskowy nie zapewnia przecież szczelności dla fosy wypełnionej wodą. Rzekoma fosa to rów osuwiskowy na zboczu góry. Te fakty, zdaniem geologów, dowodzą o braku zasiedlenia tego miejsca przez człowieka przed wiekami, zarówno w formie grodu jak i miejsca kultowego. Z kolei speleolodzy ze Stowarzyszenia Speleoklub Beskidzki w 2004 roku zlokalizowali na wschodnim stoku góry, na wysokości 700 m n.p.m., niewielką jaskinię o głębokości ok. 2 m, którą być może we wcześniejszych legendach i opisach utożsamiano z tajemniczymi lochami. Jaskinia otrzymała ona nazwę katalogową Schronisko z Lisem, gdyż speleolodzy zauważyli w środku legowisko lisa.

Górą Łyżka zainteresowali się w końcu archeolodzy, kiedy Mieczysław Śmierciak i Janusz Mrowca, dwóch miłośników historii z Przyszowej, oraz mieszkaniec Łukowicy Jarosław Czaja, przynieśli kilkadziesiąt fragmentów ceramiki znalezionej w miejscu określanym przez geologów jako osuwisko, a przez mieszkańców nazwanym Stare Zamczysko. Na prośbę wójta gminy Łukowica Bogdana Łuczkowskiego, archeolodzy z Nowego Sącza i Krakowa zweryfikowali wskazane miejsce na Łyżce, a znalezione artefakty zabrali do Ośrodka Archeologii Gór i Wyżyn PAN w Krakowie.

Wyniki przeprowadzonych badań okazały się zaskakujące, ponieważ znalezione fragmenty ceramiczne okazały się dużo starsze niż początkowo sądzono, że są z okresu wczesnego średniowiecza. Stwierdzono, że pochodzą one z różnych okresów: od epoki brązu, czyli z II tysiąclecia przed naszą erą, późniejszej epoki żelaza, aż po czasy wpływów kultury rzymskiej i późniejszej wędrówki ludów. Dr Krzysztof Tunia z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN dopatruje się w tym zbiorze także fragmentów z neolitu, czyli epoki kamienia. Jednak prac archeologicznych nie podjęto, a górę Łyżka wpisano tylko w rejestr pod nazwą Archeologiczne Zdjęcie Polski, jako stanowisko archeologiczne z epoki brązu. Zwolennicy i sympatycy teorii nazywanej „Zakazana Historia Polski” uważają, że zaniechanie tych badań ma podłoże polityczne, bo mogłoby zburzyć dotychczasową historię o wczesnych czasach terenów zamieszkałych przez plemiona słowiańskie, sprzed powstania Państwa Polan czyli Polski.

Jakie będą dalsze losy badań na górze Łyżka? Na razie nie widać śladów naukowej penetracji tego terenu. Casus najstarszej w Polsce kamiennej warowni liczącej około 3 i pół tysiąca lat położonej na górze Zyndrama we wspomnianych już Maszkowicach nad Dunajcem i nazwanej Polskimi Mykenami, odkrytej dzięki poszukiwaniom miejscowych pasjonatów historii i archeologii, zafascynowanych lokalną legendą o średniowiecznym rycerzu Zyndramie z Maszkowic, powinien być sygnałem dla podjęcia badań również na górze Łyżka, gdzie pierwsze amatorskie odkrycia wskazały na możliwość istnienia pradawnego osadnictwa. Na razie władze gminy Przyszowa w miejscach domniemanych lokalizacji zamku, czy też grodziska, ustawiły tablice informacyjne o historii i legendach związanych z tymi miejscami.

 

 

 

piątek, 3 grudnia 2021

15. Cudowne źródełko


Źródło i Kapliczka św. Kingi znajdujące się przy Trakcie Świętej Kingi w Starym Sączu, kilkadziesiąt metrów poniżej muru otaczającego klasztor, oraz rosnąca obok lipa, to miejsce jednego z cudów jaki dokonał się za sprawą i wstawiennictwem księżnej Kingi. 

Satry Sącz, kapliczka i źródełko św. Kingi przy Trakcie Świętej Kingi. W głębi mur otaczający klasztor

Murowana kapliczka stoi w miejscu, w którym dzięki niej wytrysnęła spod ziemi woda. Jak przekazują najstarsze legendy, w osadzie położonej na wysoczyźnie, obok klasztoru klarysek, nie było wody. Zniecierpliwiona bezradnością osób poszukujących źródeł, księżna Kinga wbiła swoją lipową laskę w ziemię. Kiedy następnego dnia wbita laska zazieleniła się, Kinga poleciła wykopać obok studzienkę, z której wypłynęła woda i jak się szybko okazało, miała mieć cudowną moc uzdrawiającą.

Gromadziły się przy źródle tłumy wiernych z Sącza i okolic, pielgrzymów przybywających na doroczne odpusty w klasztornym kościele. Wierni byli głęboko przekonani o leczniczej skuteczności tej wody. Wzywając wstawiennictwa św. Kingi obmywali wodą ze źródełka chore części swoich ciał, a zwłaszcza oczy. Wieść o cudownym źródełku rozchodziła się po całej ziemi sądeckiej, a nawet po całej Polsce i poza granice kraju. Każdy pielgrzym przybywający do grobu św. Kingi uważał za swój obowiązek nawiedzenie także źródełka, obmycie się wodą po zbolałej części ciała, obmycie chorych oczu lub obmycie się w celu podtrzymania posiadanego zdrowia. Jako cudowne lekarstwo na rozmaitego rodzaju dolegliwości zabierali pielgrzymi ze sobą wodę z tego źródełka. I tak jest do dzisiaj.

Zaraz po śmierci księżnej Kunegundy rozpoczęto starania o wyniesienie jej na ołtarze i dokumentowanie cudownych zdarzeń, jakie miały miejsce za wstawiennictwem Kingi. Księga cudów z 1329 r. pod nazwą „Miracula Sanctae Kyngae” wspomina o niezwykłej studzience podając 21 przypadków dokonanych uzdrowień przy pomocy tej wody. Kiedy rozpoczął się proces beatyfikacyjny, a później kanonizacyjny, wielu przesłuchanych świadków zeznawało pod przysięgą, że po obmyciu się wodą z tego źródełka sami odzyskiwali zdrowie, albo byli świadkami uzdrowień u innych osób. Przesłuchania dotyczyły nie tylko cudownych ozdrowień. Komisje biskupie, przeprowadzające dochodzenie podczas obydwu procesów, interesowały się też informacjami, w spisywanych od XIV wieku Żywotach świętej Kingi, o cudownym sprowadzeniu wody z wioski Przysietnica do klasztoru klarysek w Starym Sączu. Podstawowym dziełem, z którego czerpano wiadomości, był napisany przez Jana Długosza w latach 1471-1483 „Vita Beatae Kunegundis”  (Żywot Błogosławionej Kunegundy), którego rękopis znajduje się w klasztorze klarysek w Starym Sączu.

Jan Długosz Vita Beatae Kunegundis

W 1617 roku dzieło to zostało przetłumaczone na język polski i wydane przez księdza Przecława Mojeckiego pod tytułem "Żywot św. Kunegundy zakonu św. Klary Xiężny polskiey".

Sprowadzenie wody do klasztoru


Na wysokim brzegu w widłach Dunajca i Popradu księżna Kinga postanowiła wznieć klasztor dla sióstr klarysek, do którego sprowadziła zakonnice ze Skały koło Krakowa. Wokół klasztoru szybko rozrastała się osada świadcząca usługi na rzecz klarysek,  korzystając także z dobrodziejstwa przebiegającej obok drogi łączącej Polskę z Węgrami, zwaną Królewskim Traktem. Klaryski i mieszkańcy osady nie mieli łatwego życia, bo na płaskowyżu nie było wody i trzeba było po nią chodzić do źródeł, które sączyły się daleko w dole blisko Dunajca. Wodę noszono nie tylko dla siebie, ale także do klasztoru, bo siostry zgodnie z regułą nie mogły opuszczać murów otaczających klasztor. Nazywali te źródła sączami i od nich swą nazwę przyjęła osada.

W najstarszym znanym życiorysie Kingi „Vita et miracu/asanctae Kyngae ducissae Cracoviensis”, czyli Żywot i cuda świętej Kingi, księżny krakowskiej. Żywocie św. Kingi, napisanym na początku XIV wieku po łacinie przez franciszkanina brata Floriana - pełnomocnika, zarządcę oraz notariusza klasztoru Klarysek i przetłumaczonym trzysta lat później na język polski tak opisano sprowadzenie wody do klasztoru:
"...Bezwodna była jej klasztoru osada i nie miała żadnych żywych wody źródeł prócz studzien, które za opadnięciem bliskiej rzeki Dunajca opadały i wysychały, za czym wielką klasztor dla niedostatku wody niedomogę cierpiał. Chcąc i w tym służebnica Chrystusowa Kunegunda klasztor swój poratować i opatrzyć, Oblubieńca swego Jezusa Chrystusa we dnie i w nocy gorącym sercem prosiła, aby służebnicom i bojowniczkom swoim źródło żywej wody otworzyć raczył. Był nie bardzo daleko klasztora strumień acz niewielki ale z dobrą i chędogą wodą, który się z czasem z innych potoków i strużek z przyległych gór spadających nabierał i napełniał a zwią go pospolicie Przeczecznica”.

Kiedy księżna Kinga, po śmierci swego męża Bolesława, zamieszkała w klasztorze i widząc bezradność tutejszych ludzi, postanowiła temu zaradzić. Podczas wizytowania należącej do klasztoru wioski Przysietnica, położonej na stokach Beskidu Sądeckiego, spojrzała na położoną poniżej Kotlinę Sądecką, klasztor i miasteczko obok niego. Ułamała dużą gałąź z drzewa lipowego i podpierając się nią jak laską zeszła do przepływającego przez wieś potoku, a następnie ruszyła w kierunku klasztoru znacząc laską w ziemi grubą linię, co opisuje Jan Długosz (w tłumaczeniu księdza Przecława Mojeckiego):

Jan Długosz Vita Beatae Kunegundis w tłumaczeniu Przecława Mojeckiego pod tytułem "Żywot św. Kunegundy zakonu św. Klary Xiężny polskiey" wydane w 1617 roku.

„...Ten rada by była służebnica Chrystusowa do klasztora przywiodła, ale iż temu rozum i dowcip ludzki dla wyniosłych pagórków między tymi miejscami przedziału żadną miarą wydołać nie mógł do mocy i pomocy Boskiej, której nic nie jest niepodobnego z mocną wiarą i nadzieją stateczną wszystka się obróciła, a wziąwszy niewielką i słabą laseczkę lipową, choć się nie bardzo dużą dla umartwienia i postów ustawicznych czyniąc, z kilkoma siostrami i sługami swoimi do źródła tego strumienia, o bok potoku poszła chcąc go mocą Boską do klasztoru przyprowadzić. A gdy tam przyszła potężnej słów mocy rozkazała źródłu aby nie zwyczajnym łożyskiem, ale za nią tam gdzie wskaże bieg wody swojej obróciło. Dziwnym sposobne na słowa jej Boskie stał się on element posłuszny, a opuściwszy tor swój przyrodzony nową i niezwykłą drogą, którą sługa Chrystusowa laską swą znaczyła przez pagórki przeciwne aż w sam klasztor jest przywiedziony. Już i pagórki przeszkody żadnej uczynić nie mogły, bo on strumień nadzwyczaj i nadprzyrodzenie za rozkazaniem i znaczeniem laski i ku górze bieg swój z wielkim zdziwieniem i zbudowaniem wszystkich trzymał i wyświadcza i po dziś dzień cudu nadzwyczajnego pamiątka, że się to nie sprawą ludzką, ale mocą niebieską na samo sługi Chrystusowej Kunegundy rozkazanie stało"

Przysietnica, jak podają legendy przysłużyła się klasztorowi dzieląc się swoją wodą z rzeki  ustanowionym potokiem za wskazaniem świętej Kingi, płynąc do ogrodów, sadów klasztornych. Laseczka lipowa zaś zerwana z drzewa lipowego rosnącego w Przysietnicy wetknięta do ziemi zakorzeniła się i rozrosła się w wielkie i wspaniałe drzewo rosnące na placu klasztornym, a z jednej jego gałęzi Kinga wycięła dla siebie nową laskę lipową. Mieszkańcy mówili, ze nosi rózgę a nie laskę, bo niejednemu nią pogroziła, a zdarzyło się przyłożyć za popełnione przewinienia. 

Stary Sącz, lipa na dziedzińcu klasztornym wycięta w 2016 roku, zdjęcie z 2004 roku

Nie doczekała naszych czasów wiekowa lipa rosnąca na dziedzińcu klasztoru. Spróchniała, pochylała się coraz bardziej zagrażając ludziom i budynkowi kościoła. Wycięta została w 2016 roku, a na jej miejscu posadzono nowe siedemnastoletnie drzewo lipowe wyrosłe w szkółce leśnej z pobranych w 1999 roku nasion rosnącej jeszcze starej lipy.  

Satry Sącz, nowa lipa na dziedzińcu klasztornym posadzona w 2016 roku, zdjęcie 2019 rok.

Źródło świętej Kingi


Cuda nie skończyły się wraz z doprowadzeniem wody do klasztoru. Widząc to niezwykłe dokonanie ludzie zaczęli prosić księżną Kingę, którą już za jej ąycia uważali za świętą osobę, o wodę także dla osady, bo brama na dziedziniec klasztoru, skąd brali wodę, wcześnie była zamykana, a sącze nad Dunajcem często wysychały lub były zatapiane wezbranymi wodami rzeki i długo potem woda nie nadawała się do picia. I tak wydarzył się cud, którego opis znajduje się we wszystkich pisanych od początku XIV wieku Vita beate Cunegundis, czyli Żywotach księżnej Kingi. Na początku XVIII wieku, już po beatyfikacji księżnej Kingi, Marcin Ignacy Frankowic w napisanym żywocie św. Kingi  zamieszcza taki opis:

Marcin Ignacy Frankowic Życie błogoslawionej Kunegundy, 1718 rok.

"Onę zaś rózgę lipową, której miast laski Matka Błogosławiona używała, niedaleko klasztoru w ziemi utknęła, którą gdy nazajutrz do siebie przynieść kazała nieznaleziona jest a przez jedną noc onę w ziemi się przyjęła i gałązki zielone na znak i jasne świadectwo świątobliwości i panieńskiej czystości błogosławionej Kunegundy z siebie wypuściła. Potym za czasem rozrosła się ona laska w wielkie i rozłożyste drzewo i przez wiele lat trwając niewątpliwe cudu tak wielkiego świadectwo wiekom potomnym oczywiście pokazuje. Prędko potym spod tego drzewa wyniknęło źródło, z którego wytryskająca woda ludziom na różne choroby mocna do dzisiejszego dnia świątobliwość błogosławionej Kunegundy wyświadcza, przy którym na wieczną pamiątkę cudu dobroci Boskiej kaplica pod tytułem marszałka Chrystusowego, Jana Świętego Chrzciciela postawiona była. Potym gdy w roku 1644 i z miastem oraz za dopuszczeniem Boskim zgorzała i drzewo wspomnione oraz które gałęziami swoimi tę okrywało kaplicę w proch i perzynę poszło. Kaplicę zaś nową wdzięczną pamiątki wiecznej tak wielkiego cudu sukcessorka jej Anna Lipska Xieni Starosądecka wymurowała. Ze pnia zaś onego drzewa przed trzenasty laty kilkadziesiąt lat z laski onej cudownej wyrosłego, inne urosło drzewo, które dotąd na każdy rok kwitnąc, gdy się odnawia pamiątkę cudu tak wielkiego po czterechset skończonych lat przypomina".

Murowana kapliczka, postawiona na ocembrowanym źródełku, przebudowana jeszcze w 1779 roku, stoi ona do dzisiaj, 

Stary Sącz wnętrze kapliczki św. Kingi, w posadzce cudowne źródło.

ale ujęcie wody wyprowadzono na zewnątrz i do lat dziewięćdziesiątych XX wieku studzienka z cudowną wodą była tuż obok wejścia do kapliczki. 

Stary Sącz kapliczka i źródło św. Kingi przed 1999 rokiem

Stary Sącz, źródełko św. Kingi przed 1999 rokiem.

Pod koniec XX wieku Rada Miasta Starego Sącza podjęła uchwałę o przebudowie źródełka i odnowieniu kapliczki oraz uporządkowaniu terenu wokół, by nadać temu miejscu godny wygląd na zbliżająca się uroczystość kanonizacji błogosławionej Kingi, dla której starania o wyniesienie na ołtarze rozpoczęły się już w XIV wieku, najpierw tytułem błogosławionej w 1690 roku i zakończony blisko 600 lat później, kiedy 16 czerwca 1999 roku papież Jan Paweł II podczas mszy kanonizacyjnej na starosądeckich błoniach ogłosił błogosławioną Kingę świętą kościoła katolickiego.

Stary Sącz, kapliczka i źródło świętej Kingi po przebudowie w 1999 roku.

Stary Sącz, ujęcie wody ze źródełka św. Kingi po przebudowie w 1999 rokiem

Beatyfikacja świętej Kingi


Pierwszym dokumentem otwierającym starania o wyniesienie na ołtarze fundatorki klasztoru klarysek w Starym Sączu było zebranie opisów 21 cudów zdziałanych przez Boga za wstawiennictwem Kingi. Cuda te zostały spisane w latach 1307-1312, a następnie umieszczone w napisanej w 1329 roku księdze: „Miracula Sanctae Kyngae”. Wiek później Jan Długosz, po napisaniu Żywota świętej Kingi, wystosował apel do biskupa krakowskiego Jakuba z Sienna, podkreślając w nim gnuśność i niewdzięczność narodu polskiego, z których powodu sprawa kanonizacji Kingi nie została dotąd podjęta i w tej sprawie przede wszystkim biskup krakowski powinien zaniedbania narodu wynagrodzić usilnym staraniem o kanonizację Kingi.

Do procesu beatyfikacyjnego doszło dopiero na początku XVII wieku, podczas którego, oprócz spisanych wcześniej cudów, badano również prawdziwość legendy o doprowadzeniu wody do klasztoru i przesłuchiwano świadków. W 1629 mieszkaniec Starego Sącza mający 95 lat Feliks Borysz zeznał:
"Kinga sól do Polski i wodę do klasztoru przez górę, przeciwko przyrodzeniu, jakom sam widział przeprowadziła",
a ksiądz Jan Fox kanonik i archidiakon krakowski pod przysięgą, że sam na miejscu widział, jak
„woda owa, którą św. Kinga laseczką swoją przywiodła wbrew wszystkim prawom przyrody pod górę się wspina".
Dodał też, że cudowny potok ledwo płynący po kamiennym podłożu poruszał jeszcze trzy młyny, znajdujące się w pobliżu klasztoru, które przynosiły klaryskom około 1000 zł rocznego dochodu.

Sprawa beatyfikacji nie ruszyła dalej i dopiero interwencja owianego sławą wiktorii wiedeńskiej króla Jana III Sobieskiego, po jego pobycie w Starym Sączu, spowodowała, że Stolica Apostolska poleciła przeprowadzić proces w sprawie istniejącego od dawnych czasów kultu publicznego księżnej Kingi. Proces przeprowadziła specjalna Komisja na czele, której stanął Delegat Apostolski, pomocniczy biskup w Krakowie Mikołaj Oborski. W procesie występowali także ksiądz Marcin Ignacy Frankowic, który był autorem obszernego dzieła o żywocie św. Kingi „Vita Beatae Cunegundis, Regiae Hungariae Principis ac deinde Reginae Poloniae et patronae”, przetłumaczonym bardzo szybo na język polski.

Komisja biskupia przeprowadzająca dochodzenie, potwierdziła istnienie publicznego kultu Kingi, oraz potwierdziła wyjątkowe zjawisko doprowadzenia wody do klasztoru zaznaczając: 
"Najczcigodniejszy Komisarz wraz z subpromotorami zeszli do koryta rzeczki w celu dokonania wizji lokalnej. Woda w cudowny sposób przez skały i górki wbrew prawu natury płynie w górę w sposób cudowny, co można stwierdzić naocznie, a co Komisarz polecił zanotować zaprzysiężonemu notariuszowi i współnotariuszowi.”

Papież Aleksander VIII uznając ten pradawny kult Kingi w dniu 11 czerwca 1690 r. zaliczył Kingę w poczet błogosławionych. Uroczystości beatyfikacyjne, poprzedzone trwającymi cały tydzień czuwaniami i modlitwami, odbyły się w dniu 24 lipca 1691 roku zarówno w Starym Sączu, jaki i w Krakowie.

Kanonizacja świętej Kingi


Niewiele lat później, w 1742 roku wszczęto proces kanonizacyjny, w którym ważnym elementem były zapisy w „Vita beate Cunegunduis” o doprowadzeniu wody do klasztoru i przekazywanej z pokolenia na pokolenie tradycji ustnej ugruntowało się przekonanie o prawdziwości tego faktu było tak wielkie, że promotor tego procesu w swoich twierdzeniach napisał:
"Jako prawdą było i jest, że błogosławiona tak wiele też żyjąc poczyniła cudów, które od wszystkich za prawdziwe i pewne i bez wątpienia za cuda miane były i są. Osobliwie jednak, gdy konwentu sądeckiego ziemia sucha zostawała żadnych nie miała nieustających źródeł, mniszki tamtejsze dla wody niedostatku wielką ustawicznie trapiły się molestią, temu złemu potrzebną wynaleźć remedium usilna starała się błogosławiona. Przystąpiła do strumienia niedaleko od klasztoru płynącego, którego wody lubo żadną ludzką sztuką do wspomnianego klasztoru dla wysokich pagórków drogę przerzynających przeprowadzone być mogły, przecie ona stateczną ufność w Bogu położywszy, do samego strumienia przyszedłszy rozkazanie wodom, ażeby za nią z łoża wyruszywszy szły i zaraz cudowna rzecz wody z łoża wylewające się i na drogę, którą maleńkim kijkiem onym błogosławiona naznaczyła ochotnie wchodząc aż do płotów klasztoru przedarłszy się tam aż do dzisiejszego dnia ustawicznym cudem płynąć nie przestaje".

Świadkowie przesłuchiwani w procesie odpowiadali na przegotowane kilkadziesiąt pytań. Wielu z nich na pytanie dwudzieste drugie, dotyczące przeprowadzenia wody z Przysietnicy do klasztoru przez Kingę, opowiadało o tym, jako o zjawisku cudownym, dokonanym wbrew prawom natury. Franciszek Podoski na pytanie 22 zeznał:
"Za życia błogosławiona i ten cud uczyniła, że wodę z niższych miejsc ku górze do klasztoru swojego przeprowadziła dla wygody klasztornej, gdzie wody nie było i lubo miejsca, skąd się przyczynia ta woda nie widziałem wszyscy jednak ludzie mieli to i mają za cud",
a siostra Teresa Stadnicka, klaryska starosądecka, na pytanie 22 odpowiedziała:
"O cudownym przeprowadzeniu wody do klasztoru czytałam w życiu jej i jako jest nieustanna tradycja, że błogosławiona dla wygody klasztoru z niższego miejsca ku pagórkowi laseczką dukt wody naznaczając onęż aż do klasztoru przeprowadziła".
To samo w procesie kanonizacyjnym stwierdza Antoni Dobrski T.J. rektor kolegium jezuickiego w Nowym Sączu, Piotr Procewicz przełożony generalny Kanoników Regularnych, O. Zygmunt  Mieczykowski gwardian klasztoru i inni.

W klasztorze klarysek siostry zakonne nadal prowadziły księgę cudów, w której spisały też szereg uzdrowień dokonanych za wstawiennictwem błogosławionej Kingi cudowną woda ze źródełka znajdującego się obok klasztoru, przekazując te informacje do kolegium kanonizacyjnego. Proces kanonizacyjny został jednak przerwany, głównie z przyczyn politycznych związanych z upadkiem państwa polskiego i późniejszymi rozbiorami. 

Postulat o ponowne wszczęcie postępowania został przesłany do Stolicy Apostolskiej przez biskupa tarnowskiego Leona Wałęgę, po uroczystościach 600 śmierci błogosławionej księżnej Kingi i w 1905 roku papież Pius X zezwolił na rozpoczęcie nowego procesu kanonizacyjnego uzupełniającego dotychczas zebrane dokumenty i zeznania świadków. Akta z pierwszego procesu odnalezione zostały dopiero w 1935 roku, lecz działania komisji przerwała II wojna światowa. Ponownie prace rozpoczęto w 1965 roku i zaczęto opracowywać materiały zebrane we wcześniejszych procesach. Zmieniło się w tym czasie podejście papieskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w sprawie dowodów na uznanie świętości postulowanych osób, a w aktach dotyczących kanonizacji błogosławionej Kingi brakowało dowodu o charakterze naukowym potwierdzającym cud dokonany za jej wstawiennictwem. Przełom nastąpił za sprawą uzdrowień, jakie nastąpiły w drugiej połowie XX wieku, po użyciu wody z cudownego źródełka w Starym Sączu i modlitwy wstawienniczej do świętej Kingi.

W 1967 roku S. M. (imienia i nazwiska nie ujawniono) z Nawojowej jadąc przez las rowerem zranił gałęzią oko tak, że płynęła z niego krew. Lekarze w klinice w Krakowie starali się uratować oko, ale w końcu orzekli, że należy je usunąć, gdyż jego stan zagraża drugiemu. Pacjent na to się nie zgodził i na własne żądanie został wypisany z kliniki, powrócił do domu. Matka jego, mając wielką wiarę i ufność w pomoc świętej Kingi, przyniosła wody ze źródełka w Starym Sączu, które powszechnie nazywano „cudownym”. Syn jej rozpoczął nowennę do błogosławionej Kingi, zakropił oko tą wodą i następnego dnia już mógł przez nie patrzeć. Uzdrowiony przyszedł do klasztoru by złożyć podziękowanie za nadzwyczajną łaskę uzdrowienia oka za przyczyną błogosławionej Kingi.

W 1974 roku, mający 50 lat i pochodzący ze Starego Sącza profesor Marian Starczewski, wybitny chemik, wykładowca Politechniki Śląskiej i Warszawskiej, będąc na sympozjum w Cieszynie poczuł nagle silne bóle brzucha. W szpitalu lekarze zdiagnozowali ropne zapalenie wyrostka robaczkowego z perforacją otrzewnej. Był w stanie krytycznym, nie potrafiono mu pomóc i wydawało się, że pacjent umrze. Po kilku dniach zapadł w śpiączkę. Rodzina nie poddała się, prosząc świętą Kingę o pomoc, a siostra szukając ratunku dla brata przywiozła wodę ze źródełka w Starym Sączu. Kilkoma kroplami zwilżyła usta chorego i modliła się żarliwie do patronki. Osiem dni później przebudził się, a następnie wrócił do zdrowia. Lekarze potwierdzili pozamedyczne uzdrowienie, a w 1998 roku po wnikliwej naukowej analizie tego przypadku watykańska Kongregacja ds. Świętych uznała za cud uzdrowienie prof. Mariana Starczewskiego. 

Najbardziej znany i udokumentowany jest przypadek Anny Hedwig. Kobieta ta w wynika zakażenia krwi zapadła w śpiączkę. Przypadek z punktu medycznego uznano za beznadziejny i lekarze nie dawali jej żadnych szans. Gdy akademicka medycyna zawiodła, krewni sięgnęli po metody niekonwencjonalne. Kilkakrotnie przemyli jej twarz wodą ze źródła świętej Kingi  i stał się cud. Chora powróciła do zdrowia i odzyskała pełnię sił.

Te udokumentowane przypadki pozwoliły 3 lipca 1998 roku zakończyć proces ogłoszeniem dekretu o heroiczności cnót błogosławionej Kingi. 12 lutego 1999 roku papież Jan Paweł II potwierdził oceny Konsultorów, zakańczając definitywnie cały proces. Uroczystość kanonizacji błogosławionej Kingi celebrowana przez papieża Jana Pawła II, odbyła się16 czerwca 1999 roku w Starym Sączu.

Stary Sącz, msza kanonizacyjna 16.06.1999 r.

Stary Sącz, msza kanonizacyjna 16.06.1999 r.

Legenda i prawda      


Źródełko świętej Kingi ma wodę delikatnie zmineralizowaną, jak większość wód źródlanych na terenie Sądecczyzny i przez to bardzo zdrową. Ma śladową ilość rozpuszczonego tlenku siarkawego, który wraz z rozpuszczonymi minerałami nadaję jej bardzo orzeźwiający smak. Gospodynie starosądeckie używają tej wody do kiszenia ogórków, które zakiszone w niej nigdy się nie psują i są bardzo smaczne.
A co z cudownymi właściwościami? Żadne źródło samo w sobie nie jest cudowne. Cudownym staje się dopiero wtedy, jeżeli korzystanie z jego wody będzie połączone z żarliwą modlitwą i prawdziwą wiarą.

Inaczej wygląda sprawa doprowadzenia wody z potoku w Przysietnicy do klasztoru w Starym Sączu. Dawne koryto potoku w Przysietnicy znajdowało się w innym miejscu, aniżeli obecnie płynie ta rzeczka. Poziom jego wody był trochę wyżej od poziomu zabudowań klasztornych. Można przypuszczać, że Kinga wskazała robotnikom którędy winna płynąć woda z rzeczki do klasztoru, a robotnicy wykonali polecenie. Przeprowadzono kanały przez wzniesienie oddzielające dolinę potoku od płaskowyżu, na którym stał klasztor.  W pewnym okresie czasu potok Przysietnicki zmienił swoje koryto i rozdzielił się na dwa strumienie. Część wody płynęła dawnym korytem, częściowo zakrytym, dlatego po zmianie koryta rzeczki nie wszyscy wiedzieli w jaki sposób dokonywał się przepływ wody do klasztoru, co utwierdzało świadków w przekonaniu, że rzeka płynie pod górę i uznawano to za cudowne. Do dzisiaj zachowały się ślady kanałów, pochodzących z przełomu XV - XVI wieku, którymi płynęła woda do klasztoru. Do dzisiaj mieszkańcy Przysietnicy pielgrzymując do świętej Kingi w Starym Sączu idą tak zwaną Lipową Drogą, prowadzącą wzdłuż dawnych kanałów. W klasztorze zachowały się dwa podziemne zbiorniki połączone kanałem: jeden przed murem okalającym klasztor i jego zabudowania i drugi pod dziedzińcem klasztornym. Kanały są w dolnej części wyłożone gęsto drobnymi kamieniami rzecznymi, które zapobiegały wsiąkaniu wody w ziemiste podłoże.  

 

sobota, 27 listopada 2021

14. Starosądeckie wizerunki świętej Kingi i świętego Jakuba


Powstające od średniowiecza po czasy współczesne wizerunki świętej Kingi w habicie klaryski, czasem w książęcym diademie na głowie, z modelem klasztoru klarysek w dłoni, berłem, mitrą, bryłą soli i pierścieniem, są na trwałe wpisane w pejzaż Starego Sącza i jego okolic, wzbogacone legendami i opowieściami o cudach tej świętej Pani Ziemi Sądeckiej.

Do faktów historycznych mówiących o księżnej Kindze, żonie Bolesława IV Wstydliwego, uważanej już za życia za świętą osobę, przyrastały na przestrzeni wieków liczne legendarne opowiadania przekazywane z pokolenia na pokolenie o jej życiu i działalności, a także o miejscach gdzie przebywała, lub według legend mogła przebywać. Treść tych legend przekazywana z pokolenia na pokolenie stawała się coraz bardziej bogata, przyodziana w coraz piękniejszą szatę literacką i poetycką. Pielgrzymom przychodzącym do sanktuarium świętej Kingi w Starym Sączu wszystko przypomina przedziwne zdarzenia z życia świętej i różne szczegóły dotyczące cudów zdziałanych przez Boga za jej wstawiennictwem. Ludzie, od prostych po uczonych, uznawali wiele z tych legend za prawdę, o czym zeznawali pod przysięgą w procesach beatyfikacyjnych w latach 629 i 1684 oraz w procesie kanonizacyjnym świętej Kingi z lat 1742-1747, toczącym się od końca XVIII wieku, a zakończonym dopiero w 1999 roku.

Klasztor Klarysek i kościół pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej i świętej Klary



Beskidzka Droga Świętego Jakuba w Starym Sączu prowadzi obok klasztoru klarysek, pod Bramą Seklerską, na plac świętej Kingi, z którego można wejść na teren klasztoru i do kościoła pod wezwaniem Trójcy Przenajświętszej i św. Klary, który jest jednocześnie sanktuarium świętej Kingi. To święte miejsce nawiedzają wszyscy wędrujący po Ziemi Sądeckiej, a dla wielu pielgrzymów od wieków jest to główny cel wędrówki, do którego przychodzą z prośbami do świętej Kingi o wstawiennictwo i z podziękowaniami za otrzymane łaski. Klasztor klarysek w Starym Sączu, do którego przeniosły się klaryski ze Skały koło Krakowa, powstał w l. 1280-85 z fundacji księżnej Kingi, żony Bolesława IV Wstydliwego.  6 lipca 1280 r. ks. Kinga zrzekła się na rzecz klasztoru swoich sądeckich posiadłości, a dokładnie Starego Sącza wraz z 28 wsiami, które pozostały w jego własności do 1770 r.

Obecne budynki klasztoru zostały wzniesione w 1601-04 r. przez Jane de Simoni. Pierwotnie były one parterowe, nadbudowane w 1644 r. Otaczają z trzech stron wirydarz zamknięty z czwartej korpusem kościoła, a cały teren otocza mur obronny ze strzelnicami. Dalsze większe przebudowy miały miejsce w XVIII w. Budowle otrzymały wówczas wiele cech barokowych.


Z pierwszych budowli zachował się jednonawowy gotycki kościół z przełomu XIII/XIV wieku z dobudowaną do niego w XIV wieku kaplicą św. Kingi, kapitularzem i oratorium, 

Z placu znajdującego się za wieżą zegarową niepozorne drzwi w północnej ścianie kościoła wprowadzają do wnętrza gotyckiej budowli wypełnionej olśniewającym barokowym wyposażeniem.


Wizerunek świętego Jakuba Starszego Apostoła


Wchodzący do sanktuarium świętej Kingi pielgrzymi, wędrujący Beskidzką Drogą Świętego Jakuba, mogą być zaskoczeni pierwszym widzianym wewnątrz kościoła wizerunkiem postaci znajdującej się na wprost wejścia, na południowej ścianie nawy, obok kraty oddzielającej nawę główną od kaplicy świętej Kingi. To postać ich patrona – świętego Jakuba Starszego Apostoła przedstawionego z atrybutami pielgrzyma: laską i zawieszoną na niej tykwą. 



Jest to jedyne w Starym Sączu przedstawienie jego postaci i zaskakujące, bo polichromie datowane są na drugą połowę XVIII wieku, a w dokumentach historycznych nie ma wzmianki o istniejącym tutaj jego kulcie, a z całego grona apostołów, oprócz świętego Jakuba, przedstawiają jeszcze tylko dwóch apostołów: Tomasza i Bartłomieja.

 Żywot świętej Kingi


Ścian południową nawy, ponad czarnym marmurowym portalem kaplicy świętej Kingi, powyżej wizerunków trzech apostołów, powierzchnię pomiędzy łukami sklepień wypełnia barokowa polichromia figuralna i ornamentalna, rokokowa przedstawiająca obrazy z życia świętej Kingi namalowana przez Feliksa Derysarza w 1779 roku, fragmentami przemalowana i uzupełniana w 1892 roku. Sceny na dwóch dużych malowidłach ukazują Ekstazę Kingi oraz aniołów unoszących ją do nieba. Wokół tych obrazów znajduje się dwanaście scen figuralnych:


- przybycie do Polski w 1239 roku pięcioletniej Kingi, córki króla węgierskiego Beli IV,  
- Kinga prosząca ojca o szyb solny. Podczas pobytu na Węgrzech ratuje życie swego ojca i na prośbę w zadośćuczynieniu otrzymuje kopalnię soli, do szybu, której wrzuca pierścień, 
- Kinga modląca się do św. Jana Chrzciciela o pomoc w zachowaniu czystości,
- zaślubiny z Bolesławem Wstydliwym,
- odkrycie soli w Bochni, dzięki cudowi z pierścieniem świętej Kingi,
- Kinga wstępuje do założonego przez siebie klasztoru,
- Fundacja klasztoru,
- Kinga prowadzi rzekę Przysietnicę, dzięki swojej lipowej lasce, do klasztoru w Starym Sączu
- Kinga umocniona w chorobie,
- Zgon Bolesława Wstydliwego,


- Kinga ratująca klaryski przed Tatarami w Pieninach, podczas ostatniego, III najazdu Mongołów na Polskę w 1292 roku.
- Śmierć Kingi.


Kaplica świętej Kingi


W przylegającej do południowej ściany kaplicy św. Kingi, odgrodzonej od nawy kościoła ozdobną siedemnastowieczną kratą, w barokowym ołtarzu znajduje się srebrna trumienka relikwiarzowa ufundowana z okazji 600-lecia rocznicy śmierci św. Kingi, przez Edwarda Stadnickiego w 1892 roku. Powyżej ustawiona jest złocona rzeźba świętej wykonana z drewna lipowego w 1470 roku. 


Jest najstarszym przeznaczonym do kultu wizerunkiem Sądeckiej Pani. Święta Kinga, w szacie zakonnej i z mitrą na głowie, w prawej dłoni trzyma model kościoła, a w lewej berło. Stoi na odwróconej koronie dla podkreślenia, że Kinga, córka króla Węgier Beli IV i wnuczka cesarza Bizancjum, porzuciła władzę książęcą na rzecz życia zakonnego. Berło i mitrę, jako insygnia książęce, dodano do figury później, więc początkowo dominowały atrybuty zakonne, podkreślone przez odrzuconą koronę. 

Ołtarz świętej Kingi


W nawie kościoła po prawej stronie, obok portalu kaplicy świętej Kingi, znajduje się późnorenesansowy ołtarz św. Kingi. Niezwykle cenny obraz św. Kingi z 1686 roku jest dziełem Grzegorza Czarnica z Łącka, wykonanym na jej beatyfikację. Obraz ten stał się pierwowzorem graficznym dla wielu innych, oraz wyznacznikiem atrybucji Kingi. 


Ukazuje Kingę, jako Pośredniczkę Łask, z rozchylonymi ramionami. Pośród złocistego tła, na obłokach unoszą się Matka Boska z Jezusem i św. Jan Chrzciciel. U stóp Kingi odrzucona korona i berło, a obok bryła soli z wetkniętym pierścieniem, który wrzucony przez Kingę w kopalni soli w Marmarosz Sziget, znaleziony został przez górników w Bochni. Na czarnym habicie artysta umieścił kwiaty, nawiązujące do motywów XVII-wiecznego hafciarstwa, istniejącego także w starosądeckim klasztorze.


Drzwi do zakrystii


W prezbiterium na drzwiach prowadzących do zakrystii namalowane zostały w XVII wieku dwie sceny z życia bł. Kingi. 


Obraz po lewej stronie przedstawia księżną Kingę i Bolesława Wstydliwego przy relikwiach św. Stanisława ze Szczepanowa, podczas uroczystości podniesienia relikwii świętego i ogłoszenia jego kanonizacji w Polsce 8 maja 1254 roku.  dokonanej bullą papieża Innocentego IV 18 września 1253 w bazylice świętego Franciszka w Asyżu. 
Obraz,  po prawej stronie, ukazuje klęczącą Kingę w szatach książęcych modlącą się za pośrednictwem św. Gerwazego i św. Protazego o zwycięstwo nad Tatarami. Najprawdopodobniej dotyczy to bitwy pod Starym Sączem w 1279 roku, zakończonej zwycięstwem wojsk węgierskich dowodzonych przez Jerzego Szowarskiego.  


Obraz kanonizacyjny świętej Kingi


W gotyckiej kaplicy Krzyża umieszczona jest kopia obrazu kanonizacyjnego św. Kingi, którego oryginał znajduje się w rozmównicy klasztornej, autorstwa krakowskiego malarza Piotra Moskala. Kinga, w habicie klaryski wchodzi do klasztoru kierując się w stronę światła, które poprzez krzyż wskazuje jej drogę. W dłoniach trzyma model ufundowanego przez siebie kościoła. Lilia leząca na stopniu symbolizuje zachowane dziewictwo księżnej. Przy progu bramy klasztoru znajduje się odciśnięta stopa, a na stopniu data 1289, kiedy to Kinga złożyła śluby zakonne i napis „1999  Sancta Kingam” upamiętniający jej kanonizację.


U stóp Kingi leżą porzucone insygnia książęce: płaszcz, berło, mitra, a obok otwarta szkatuła z monetami, przypominająca o posagu Kingi darowanym dla Polski i pierścień w bryle soli upamiętniający odkrycie soli w Bochni i Wieliczce. W tle widać Tatry, Pieniny z Trzema Koronami, przełom Dunajca. Po lewej stronie widnieje rzeka Poprad wpadająca do Dunajca pod Starym Sączem, zamek w Nowym Korczynie, do którego, po zniszczeniu przez Mongołów Krakowa i Sandomierza, przeniosła się wraz ze swoim mężem Bolesławem, i szyb kopalniany, który przypomina o darze soli w Bochni. Po prawej stronie widoczna jest rzeka Wisła i Wawel, który Kinga opuściła po śmierci swojego męża, księcia Bolesława IV.

Wizerunki świętej Kingi w klasztorze


Klasztor klarysek jest klasztorem klauzurowym, i poza siostrami zakonnymi nikt nie może przebywać na jego terenie. W korytarzu i pomieszczeniach na przestrzeni wieków zgromadzonych zostało wiele dzieł sztuki, głównie malarstwa, ukazujących sceny z życia świętej Kingi i cudów, jakie dokonały się za jej wstawiennictwem.


Cykl trzynastu malowideł warsztatu starosądeckiego z XVII wieku, wykonanych w okresie starań o beatyfikację, ukazuje cuda św. Kingi. Na obrazach przedstawiono m.in.: ugaszenie ognia w bocheńskich żupach, wyproszenie pomocy dla bartników po zniszczeniu pasieki, ochrona klarysek przed Tatarami w Pieninach, odpędzenie zbójców od klasztoru starosądeckiego, wskrzeszenie Jarosławy, którą w Gołkowicach zabił dom, wypędzenie czarta, na którym Kinga błogosławi rodziców trzymających niemowlę. Te bezcenne dzieła dokumentują ówczesny wygląd zespołu klasztornego, ukazują najstarszy widok Pienin, pracę górników bocheńskich, pojazdy i stroje.

Oddzielny cykl tworzą cztery obrazy z życia i cudów św. Kingi: uwolnienie więźniów, uwolnienie dziewczyny od opętania, uzyskanie dla Polski soli i złota, oraz przywrócenie wzroku sześćdziesięciu niewidomym.

Ekstaza św. Kingi to obraz olejny nieznanego artysty z XVII wieku. Św. Kinga klęczy przed krucyfiksem, z którego wedle legendy, przemówił do niej Jezus. 


Jak na większości obrazów przedstawiających świętą Kingę, u jej stóp leżą porzucone insygnia książęce i biała lilia symbolizująca dziewictwo.

Kolejny obraz przedstawia cud ryby. Kinga przez cały Wielki Post nie spożywała żadnych innych pokarmów, tylko rybę. Upominana przez męża, że w ten sposób rujnuje zdrowie, odpowiedziała, iż spożywany posiłek niczym nie różni się od podawanego księciu. Bolesław kosztuje kawałek suchej ryby z przygotowanej dla bł. Kingi wieczerzy i stwierdza, że ma ona smak najlepszego mięsiwa.


Obraz z 1938 roku, namalowany przez Tadeusza Jawora, przedstawia Kingę doprowadzającą wodę do klasztoru. Atrybut Kingi - laska, której średniowieczni skrybowie przypisywali szczególną moc, jest symbolem władzy i godności, a także narzędziem do wykonywania woli Boga przez posłanników. Wedle legendy, Kinga sprowadziła do klasztoru wodę z potoku Przysietnica właśnie dzięki lasce lipowej, którą później wetknęła w ziemię nieopodal klasztoru. W ciągu jednej nocy laska zamieniła się w rozłożyste drzewo lipowe, spod którego wytrysnęła woda.

W klasztorze przechowuje się także chorągiew z 1690 roku. Powstała na uroczystość beatyfikacyjną księżnej Kingi. Jest jednym z najcenniejszych zabytków XVII-wiecznego polskiego figuralnego haftu artystycznego. Chorągiew wykonano haftem kładzionym złotą i srebrną nicią metaliczną. Św. Kinga w geście opiekuńczym okrywa płaszczem grono zakonnic. U jej stóp odrzucone insygnia: korona, berło i jabłko, a także bryła soli z pierścieniem, która nawiązuje do legendy o odkryciu soli.


Wizerunki świętej Kingi w kościele świętej Elżbiety


W gotyckim kościele pod wezwaniem świętej Elżbiety Węgierskiej, który w XVII wieku, po pożarze, otrzymał bogate barokowe wyposażenie, w kaplicy przylegającej od strony południowej do nawy, ustawiony jest późnobarokowy ołtarz z osiemnastowiecznym obrazem Śluby błogosławionej Kingi. 


Kinga wraz z mężem Bolesławem Wstydliwym składa śluby czystości. Księżniczka węgierska przybyła do Polski w 1239 roku, mając zaledwie 5 lat, by odbyć zarękowiny z przyszłym mężem księciem Bolesławem. Zgodnie z ówczesnym prawem kanonicznym właściwy akt zaślubin mógł nastąpić dopiero gdy Kinga przekroczy dwunasty rok życia, czyli w 1246 roku.


Według Jana Długosza, po hucznych zaślubinach, Kinga dniem i nocą polecała swe panieństwo Bogu. W tej intencji także modliła się, odbywała nocne czuwania w kościele, pościła, biczowała się, nosiła ostrą włosiennicę przylegającą do ciała. Prosiła też męża, by został stróżem i obrońcą jej dziewictwa, a nie "zdziercą tego skarbu". Postawa Kingi doprowadziła do zgody Bolesława na życie w dziewiczym małżeństwie. Ślub czystości składany przez kobiety na dworach książęcych nie był czymś nowym w ówczesnym społeczeństwie, jednakże przykład Kingi w szczególny sposób podkreśla wytrwałość w podjętym postanowieniu.

Na ścianie nawy kościoła widnieje wykonany współcześnie wizerunek świętej Kingi trzymającej model klasztoru i różaniec w dłoni.


Wizerunek świętej Kingi w domu Józefa Raczka w Rynku


Józef Raczek, żyjący w XX wieku malarz, rzeźbiarz, kolekcjoner, autor sztuk teatralnych i bajek, zamienił swój dom w niezwykłą galerię wypełnioną grafikami, obrazami i rzeźbami. Sztukę traktował jak pamiętnik - uwiecznił starosądecki rynek, klasztor klarysek, kapliczki i Kingę. W sieni jego domu znajdują się malowidła wprowadzające w starosądecki świat kultury i historii.


Na suficie sieni centralne miejsce zajmuje święta Kinga w otoczeniu rozśpiewanych aniołów i grających na instrumentach diabłów. Tutaj jej atrybutem jest trzymana w reku karta z nutami Omnia beneficia (Wszelkie dobra), najstarszego nutowego zapisu polifonicznego w Polsce, pochodzący z rękopisu odnalezionego w gotyckim klasztorze klarysek w Starym Sączu, założonym przez księżną Kingę, żonę Bolesława Wstydliwego. W zbiorach bibliotecznych klasztoru zachowały się cenne rękopisy muzyczne z XIII wieku, odnalezione pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku, świadczące o niezwykle wysokim poziomie ówczesnej kultury muzycznej regionu. Jeden z manuskryptów zawiera czterogłosowy conductus Omnia Beneficia, którego wszystkie głosy przebiegają w jednorodnej rytmice. Zabytek ten dowodzi dobrej znajomości ówczesnych reguł kompozytorskich paryskiego ośrodka Notre Dame. Omnia beneficia nie ma odpowiednika w znanych dotąd rękopisach zagranicznych, w związku z czym istnieje prawdopodobieństwo, że utwór powstał w Starym Sączu. To dało impuls do utworzenia cyklicznej imprezy muzycznej pod nazwą Starosądecki Festiwal Muzyki Dawnej, którego głównym inicjatorem był Stanisław Gałoński, dyrektor zespołu Capela Cracoviensis. Omnia beneficia w transkrypcji na instrumenty, wykonywana przez czterech trębaczy poprzedza i kończy niczym hejnał każdy koncert festiwalowy.


Figura świętej Kingi w kapliczce przy cudownym źródełku


Wiele kapliczek w Starym Sączu i jego okolicy poświęconych jest świętej Kindze, patronce tego miasta wpisanego na listę Pomników Historii. Umieszczone są w nich ludowe rzeźby przedstawiające Kingę w stroju klaryski z nieodłącznym atrybutem, jakim jest model kościoła w ufundowanym przez nią klasztorze. Najsłynniejszą jest położona niedaleko murów klasztornych przy Trakcie Świętej Kingi, przy której znajduje się ujęcie wody źródlanej uważanej od wieków za cudowną. 


Drewniana polichromowana rzeźba ma niespotykany gdzie indziej dobór atrybutów. Święta Kinga ubrana w strój klaryski trzyma na lewej ręce model kościoła, ale na głowie ma koronę, a w prawej ręce berło, które są symbolem władzy świeckiej. Na wszystkich innych wizerunkach przedstawiających świętej Kingi w stroju zakonnym insygnia królewskie leżą u jej stóp symbolizując odrzucenie władzy i tytułu książęcego.